Podtrzymywanie umiejętności komunikacyjnych oparte o naukę języka angielskiego.

Prowadziłam zajęcia pod nazwą podtrzymywanie umiejętności komunikacyjnych. Zainspirowała mnie jedna z podopiecznych, która  często prosiła o tłumaczenie anglojęzycznych piosenek. Postanowiłam w ramach prowadzonych zajęć rozpocząć zapoznawanie z podstawami języka obcego z osobami z niepełnosprawnością intelektualną.

Zajęcia miały spełniać dwa zadania: po pierwsze być formą podstawowych zajęć prowadzonych przeze mnie tzn. podtrzymywania umiejętności szkolnych; a po drugie – stanowić próbę włączenia niepełnosprawnych w popularność zdobywania nowych umiejętności i nauki języków obcych. Chciałam podzielić się moją wiedzą z angielskiego z  moimi rówieśnikami z niepełnosprawnością intelektualną.

Świadoma trudu i ograniczeń od strony możliwości intelektualnych moich podopiecznych chciałam, aby oni także byli  świadomi  tego, że nie będzie to kurs języka angielskiego kończący się certyfikatem, ale zajęcia zapoznające z podstawowymi zwrotami, a po drugie: aby to zetknięcie, osłuchanie się z językiem odbywało się w miłej, przyjaznej atmosferze, której tworzenie byłoby naszym wspólnym staraniem się.

Program zapoznawania uczestników z zagadnieniami opierałam na wiadomościach zdobytych przeze mnie  w liceum ogólnokształcącym.Uczestnicy zapoznali się ze zwrotami grzecznościowymi (takimi jak: please, good morning, I’m sorry, excuse me i inne), poleceniami (stand up, sit down, come  here ,be quiet ), liczebnikami, nazwami kolorów, odmianą czasownika  ‘mieć’ i ‘być’, zasadami tworzenia liczby mnogiej rzeczowników. Co tydzień przygotowywałam nowe słownictwo (związane z Bożym Narodzeniem, Wielkanocą, Sylwestrem, z angielskimi nazwami na polskich środkach spożywczych, Walentynkami.
Próbowaliśmy śpiewać proste piosenki („Brother Peter, „Happy Birthday” ), słuchać piosenek i uczyć się śpiewać refreny, tłumaczyć rymowanki i polecenia.
Wprowadzałam w zajęcia wyjaśniając temat i cel zajęć, przypominałam w trakcie – czego się uczymy. Nauczany materiał dzieliłam na małe partie, polecenia przedstawiałam pojedynczo wżywając ustnych i pisemnych albo rysunkowych przykładów. Zazwyczaj dodatkowo każdemu z osobna wyjaśniając powtórnie. Stosowałam pracę ze słownikiem ,  fragmentami różnorodnych podręczników, ćwiczenia na kartkach – kserokopiach ćwiczeń z uzupełniankami, wykreślankami, dobierankami nazw i obrazków. Sama tworzyłam ćwiczenia ,uwzględniając zasób słów i umiejętności moich podopiecznych. Starałam się wielokrotnie powtarzać poznany materiał. Starałam się odnosić dany materiał do życia codziennego i doświadczeń uczestników. Łączyłam bodźce wzrokowe, słuchowe – np. mówiłam i pisałam , jednocześnie, w miarę możliwości potwierdzając gestem. Starałam się utrzymywać kontakt wzrokowy, przywoływałam mocne strony obecnych, zachęcałam i stosowałam ćwiczenia, dobierając takie, aby „uczniowie” mogli odnieść sukces. Odgrywaliśmy dialogi ,quizy.
Powszechnie wiadomo, że najefektywniej człowiek się uczy mając kontakt z żywym językiem. Zorganizowałam więc spotkanie podopiecznych z moją przyjaciółką z Londynu. Zabrałyśmy uczestników zajęć po za siedzibę, poza miasto. Słuchaliśmy oryginalnej wymowy, jaką dowiedzieliśmy się wielu szczegółów związanych z lewostronnym ruchem drogowym, kanałem pod morzem i zwyczajach Anglików. To spotkanie na długo zapadło w pamięci podopiecznych.
Na co dzień trudności przysparzało mi dobieranie ćwiczeń i szukanie ciągle nowych form, aby sześć osób, bardzo różniących się temperamentem, tempem pracy, poziomem umiejętności np. przepisywania, różniących się umiejętnością koncentracji uwagi nauczyło się czegoś nowego, nie nudziło się i przeżyło wiele pozytywnych emocji.

Nagrywałam niektóre zajęcia z naszego angielskiego. Filmy video ujawniły różnorodne problemy, nie tylko dotyczące merytorycznej strony zajęć, która mnie wyjątkowa zajmowała (poszukiwanie programów, metod, technik, indywidualizowania pracy).
Moją uwagę zwróciły szczególnie dwie sprawy. Pierwsza z nich to warunki w jakich  odbywały się zajęcia. Doskwierał nam brak odpowiedniego miejsca: zbyt mała przestrzeń komunikacyjna utrudniająca prowadzącemu swobodne podejście, wskazywanie palcem, pokierowanie ręką. Poza tym sąsiedztwo innych grup terapeutycznych (np. grupy „gospodarczej”, która rozpoczynała sprzątanie sali) i towarzyszący ich pracy – hałas. Pracownia chyba dla wszystkich podopiecznych jest bezpiecznym miejsce pozwalającym wyrażać swoją indywidualność, więc co chwilę ktoś wchodził o coś zapytać, i przerywał, przeszkadzał osobom skupionym na angielskim. Dźwięk telefonu wdzierający się jak intruz sprawiały, że prowadzący mówił coraz głośniej, szybciej , a uczestnicy stawali się zmęczeni, zdekoncentrowani, rozproszeni. Irytowały także możliwości technicznie, a raczej ich brak: używania magnetofonu i kamery były ograniczone przez odległość od gniazdka elektrycznego, jedynego w sali. A  szkoda. Można by pracować efektywniej i efektowniej 🙂 bo mając osobne pomieszczenie można by zapewnić efekt niespodzianki, zaskoczenia…

Drugą sprawą , która ujawniła się na zajęciach języka angielskiego to indywidualne problemy i potrzeby z jakimi przychodzili podopieczni na zajęcia. Anita oczekiwała nowego słownictwa, nowych zadań. Wszystkie wykonywała szybko i bezbłędnie. Darek chciał    przypomnieć sobie to, czego kiedyś uczył się, ale pragnął także podzielić się swoją wiedzą na temat muzyki, jej wykonawców. Dla Roberta nauka języka  obcego stanowiła nowość. Wykonywał ćwiczenia solidnie i z zapałem. Bartek chciał przede wszystkim być w kręgu wydarzeń. Trochę „liznął” angielskiego od siostry, a kolejna forma aktywności jaką okazały się zajęcia z angielskiego bardzo mu odpowiadała. Marek zazwyczaj nieśmiało i jakby „ przy okazji” wykonywał zadania pisemne na zajęciach, ale ujawniał potrzebę zrelacjonowania wydarzeń  i przeżyć z nimi związanych z poprzednich dni. Natomiast Mariusz systematycznie informował o tym, że jego wada wymowy i braki w umiejętnościach szkolnych istotnie ograniczają go opanowaniu materiału. Podczas  zajęć prezentujących słownictwo związane z Wielkanocą – Mariusz potrzebę wyjaśnienia jak on osobiście interpretuje sytuację pod Krzyżem. Przy okazji wyjaśniania skrótu „d. j „ usłyszeliśmy o dawnej pracy Darka ( był prezenterem   w dyskotece ) i jego wypadku. Zajęcia poświęcone Walentynkom  wywołały  lawinę wyznań i zwierzeń dotyczących borykania się uczuciowego podopiecznych w kontaktach damsko- męskich. Nie skracałam żadnych wypowiedzi, nie wracałam brutalnie do angielskiego. Zadawałam dodatkowe pytania, prosiłam o wyjaśnienia, pozwalałam na spontaniczne zwierzenia.  Chciałam, aby byli na zajęciach sobą, współtworzyli je, jeszcze bardziej dali się poznać, odkryć.
Bardzo starałam się aby Anicie zaoferować odpowiednio dużą partię materiału, aby wyprzedzając grupę, jednocześnie nie traciła poczucia wspólnoty, ciągłości i całości zajęć. Darkowi pozwolić wypowiedzieć się, zaspokoić potrzebę bycia towarzyskim. Markowi dać możliwość „wygadania się” i jednocześnie niepostrzeżenie włączyć go w naukę. Taktownie ograniczać przymus mówienia Bartka, aby nie zmęczył pozostałych i równocześnie dowartościować go i docenić jego komentarze. Do Mariusza podchodzić sprytnie: chwalić go umiejętnie, żeby pracował, zauważać jego zaangażowanie i ważyć pochwały, aby  cała uwaga nie skoncentrowała się tylko na nim.

Czy cel, jakim było nie opanowanie perfekcyjne materiału, ale ogólne zetknięcie się z językiem, osłuchanie, zabawa i miła atmosfera, inaczej ujmując – czy  cel jakim było włączenie podopiecznych w świat posługujący się językiem obcym oraz dostarczenie pozytywnych emocji, został zrealizowany?
Anita bardzo dużo zapamiętała, Robert rozpoczął naukę, Darek odświeżył wiedzę, Bartek utrwalił , Marek przysłuchiwał się i miał grono życzliwych słuchaczy. „Uczniowie”  potrafią wyjaśnić znaczenie skrótów: „d.j”, opowiedzieć historię powstania skrótu „O.K.”, znają znaczenie etykiety ”W.C.”, wiedzą co będzie sprzedawane w hipermarkecie, gdy jest wyprzedaż T- shirt’ów . Sądzę, że uczestnicy zajęć w pewnym stopniu podnieśli swoje kompetencje społeczne.
Ocenianie atmosfery zajęć, opisanie swojego samopoczucia sprawiało podopiecznym trudności. Na pytania: Czego dzisiaj się nauczyłeś ?, Jak się czułeś?, udzielali różnych: od zwykłego ‘fajnie’, ‘dobrze’, po ‘beznadziejnie’. Proszeni o  wypowiedź pisemną zgłaszali trudności w przenoszeniu refleksji na papier ( <– skądś ja to znam :). Czasami mówili, że zajęcia były ‘nieciekawe’ , ale nagranie video zajęć pokazuje cos przeciwnego: uśmiechnięci, zaangażowani…

Na każdych zajęciach dbałam,  aby przekazywana była wiedza. Ponadto stwarzałam warunki dla wyrażania siebie: uczestnicy wyrażali swoje uczucia, traktowałam poważnie wszystkie uwagi, cierpliwie czekałam na wybrzmienie dygresji, okazywałam zainteresowanie wyznaniom pozornie nie związanym z tematem zajęć.
Dzięki tej formie zajęć z podopiecznymi i problemom jakie niosły doświadczyłam „radości z osiągnięć”, które można było uzyskać czasem odrobiną dobroci, serdeczności, zainteresowania”.

Przypomniały mi się słowa księdza Malińskiego,który pisał, że dla Karola Wojtyły  początki pracy z grupą  podopiecznych były jakimś „twórczym dotknięciem życia”1.
„Mój” angielski – dla mnie – podobnie. Pośród starań o metody, wśród poszukiwań form przekazu, sposobów prezentowania materiału i ćwiczenia pamięci uczących się –  miałam niezapomnianą okazję poznawać częściowo odsłaniające się Twarze Drugiego człowieka.

(Barbara Jacek, PRTON, Toruń, 2004)

Inspirowane:

  • 1. Maliński M., Przewodnik po życiu Karola Wojtyły, Znak, Kraków, 2001 , s.49.
  • Dykcik W. (red.), Społeczeństwo wobec autonomii osób niepełnosprawnych, ERUDITUS, Poznań 1996.
  • Kusztal B. , O celowym nauczaniu, formach i metodach pracy na lekcjach języka angielskiego…, Języki Obce w Szkole,2001, nr 7.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *