pianino praca plastyczna tkanina

Ktoś kiedyś podarował Pracowni pianino. Dzieje się to bardzo sporadycznie, ale jednak staje się ono obiektem zainteresowania podopiecznych.

Od niedawna instrument jest używany jakby częściej. I jakby używany. Otóż przychodzi do nas ostatnio nowy uczestnik naszych pracownianych zajęć i pewnie profesjonaliści dostrzegliby w nim jakiegoś szalonego pianistę-wirtuoza-jazzmana.

Jednak takie nawalanie w klawiaturę – bo choć chciałabym nazwać to inaczej, nie potrafię – sprawia mu tak wyraźną przyjemność, że za moim pozwoleniem ustaliliśmy czas, w którym Piotrek może oddawać się muzyce. Mimo, że dla takich przeciętnych słuchaczy jak my – marni opiekunowie i nasi kochani podopieczni – jest to raczej przyjemność należąca bardziej to tych z gatunku „bardzo ładnie, pójdę posłuchać od drugiej strony budynku”.

Tak więc, na moje pozwolenie, wirtuozerskie koncerty Piotrka odbywają się, ale tylko podczas przerw śniadaniowych, kiedy większość pozostałych uczestników ma zajęcia w pomieszczeniach oddalonych od pianina, dzięki czemu mogą się skupić na wykonywanych czynnościach, zamiast wpadać w błogostan pod wpływem ekspresyjnych jazzowych improwizacji.

Przerwa śniadaniowa, Piotrek gra, a właściwie nawala zapamiętale w klawiaturę z charakterystyczną dla siebie namiętnością, bo to nie jest czcze nawalanie, ale czasem wręcz wykwintne muskanie klawiszy, przy którym artysta nie omieszkuje korzystać z całego dostępnego rejestru pianina (jakże nam szkoda, że nie mamy tu fortepianu, albo choćby mikrofonu i wzmacniacza) oraz zróżnicowanej dynamiki pochodzącej gdzieś z głębi jego serca. W pewnym momencie do jadalni wchodzi Adam, nasz pracowniany maruder, i wszystkimi gestami, migami, znakami, na niebie na ziemi, na górze i na dole próbuje mi coś przekazać. No więc włączam swój talent translatorski, analizuję te werbalne i niewerbalne i przy tym niezwykle urocze znaki i wreszcie dochodzi do mnie oczywistość tak oczywista, jak to, że nie wszystkim mogły wspomniane koncerty przypaść do gustu. Zatyka uszy…Wreszcie komunikat do mnie dociera. Hałas, który wytwarza Piotrek na pianinie bardzo przeszkadza Adamowi.

No w swej wychowawczej konsekwencji, dbając o indywidualności uczestników i spełniając warunki umowy z Piotrem, tłumaczę Adamowi, że Piotrek ma pozwolenie, aby na tej przerwie grać na pianinie i jeśli przeszkadza ci Adasiu, to usiądź sobie obok nas, tu jest w jadalni ciszej i tu zjedz swoje śniadanie, na co Adam, zrozumiawszy i jednocześnie nieco zawiedziony nieskutecznością swoich skarg siada z nami, a tymczasem Piotrek, stosując rzecz jasna zaplanowaną wcześniej pauzę generalną, odtańcowuje triumfalny taniec ocalonego z kurczaka! Skacze z radości, gra na nosie, zaciera ręce i niczym postać z kreskówki śmieje się z satysfakcją, jakby mówił: „Ty kablujący Adamie, poszedłeś na skargę, ale nic Ci to nie dało! Będę grał dalej bo umiem, bo lubię i bo mogę”.

I może nam się wydawać, że się od nich różnimy, ale powiedzcie czy w życiu  czasem nie zachowujemy się podobnie?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.