Fakt, iż osoby z upośledzeniem umysłowym w ogromnej mierze są uzależnione od innych  w codziennym życiu, jest równie istotny, jak  pytanie o ich losy i przyszłość po śmierci rodziców. Ale pytanie o przyszłość tej grupy ludzi jest także pytaniem o moją własną przyszłość. Bo przecież: Nikt nie jest pewny, kiedy los przerzuci go na drugą stronę tego szeregu prowadzącego od pełnej sprawności do miejsca niemocy i bezradności.

(J. Szczepański, 1980, s.12). Skąd mogę mieć pewność, że za chwilę mój organizm nie ujawni jakiejś nieuleczalnej choroby cywilizacyjnej? Nie mam żadnej pewności, że jutro nadal będę tak samo sprawna jak dzisiaj.

Czy ma sens robienie porównań, tworzenie podziałów na „nas” i tych „innych”, wyróżnianie jakiejś grupy? Wszyscy    j e s t e ś m y  słabi. Czym jest złamana noga? Nadal – nogą. Czym jest człowiek z uszkodzonymi funkcjami mózgu? Nadal człowiekiem. Począwszy od kart Pisma Świętego, po refleksje współczesnych psychologów i innych badaczy znajdujemy argumenty na to, iż człowiek jest słaby, a porównywanie się jest szkodliwe. Biblia wielokrotnie podkreśla, że Pan Bóg nie warunkuje dostąpienia zbawienia żadną cechą osobniczą, przynależnością do jakiejś grupy czy rasy, ani kasty. Dla Boga nie ma darów talentów lepszych i gorszych, a różnorodność jest dowodem na to, iż wszyscy są potrzebni,  razem tworzą niezbędną całość. Przykładem niewłaściwego porównywania może być biblijny faryzeusz, który wykorzystuje modlitwę dla porównywania się z innymi i udowadniania nade wszystko samemu sobie, że jest lepszy od innych, od stojącego dalej celnika. Zajęty porównywaniem się z innymi i wyliczaniem własnych zasług, nie jest w stanie i nie może dostrzec prawdziwego oblicza Boga, przed którym stoi (Biblia Tysiąclecia, Łk.18, 11-12). Współczesne czasopisma traktujące o wychowaniu podobnie oceniają skutki porównywania się. Niewłaściwe jest porównywanie dziecka z drugim. Dorośli nieświadomie przyczyniają się do zaostrzenia rywalizacji między dziećmi poprzez porównywanie, stawianie jednego dziecka w niekorzystnym świetle lub wyróżnianie drugiego. Nigdy nie porównuj dziecka z drugim, gdyż stanie się albo próżne, albo zgorzkniałe (B. Gorycka, 2004).

Słysząc, że jest się „lepszym”, można poczuć się „winnym” wobec rodzeństwa, a faworyzowanie przez rodziców wywoła żal i wstyd. Autorki jednej z książek traktujących o wychowaniu radzą: „Obojętnie, co chcesz powiedzieć dziecku, powiedz to wprost, bez odwoływania się do rodzeństwa. Słowo klucz to: opisać. Opisuj, co widzisz. Opisuj, co ci się podoba, albo co ci się nie podoba. Opisuj, co dziecko ma zrobić. Najważniejszą rzeczą jest skupienie się na zachowaniu tego jednego, jedynego dziecka. To, co robi lub czego nie robi jego brat, nie ma z nim nic wspólnego”(A. Faber , E.Mazish, 1997, s.70).

Bardzo trudno jest nie porównywać rodzicom dzieci niepełnosprawnych. Porównywanie im narzuca się i również nie przynosi niczego dobrego. „Patrzą na dziecko kolegi, koleżanki, sąsiadów. I szukają potwierdzenia. Moje dziecko jest takie same, lepsze, gorsze. Jeśli gorsze, to próbuję naprawić, szukam innych dróg. Tu niestety wiem, że na pewno będzie gorsze. Zawsze. I smutek wobec stałej obecności <<zła>>. Smutek, który udziela się dziecku. I poszerza strefę <<zła>>” (A. Wojciechowski, 2008).

A. Wojciechowski (2008, s. 19) uważa, iż  tłem terapii są relacje osobowe (…) relacje otwartości, oczekiwania i   u p o d o b n i e n i a. Jako artyście rzeźbiarzowi bliskie są mu doświadczenia związane z tworzeniem:„nie wolno nam też zapominać o tym, że sami jesteśmy takimi samymi podmiotami, jak na­si podopieczni. Wpleceni
w ten sam krąg nadziei i obarczeni takim samym dramatyzmem naszego jestestwa” (Tamże, s. 18).  Jesteśmy sobie podobni i wszystkich nas dotyczy dramat życia więc powinniśmy nawzajem dawać sobie szanse. Dotyczy to każdej  przestrzeni terapeutycznej. Doświadczona chorobą autorka „Dziecka niczyjego” pisała, iż stan człowieka pogarsza „spięty psychiatra, gdy traktuje pacjentów jak <<przypadki>> – opisuje człowieka, popisując się swoją inteligencją (M. Balter 2001, s. 73). Zwracała uwagę także na to, że kiedy dajemy człowiekowi zachętę i przestrzeń do rozwoju, ma on szanse odpowiedzieć, szczególnie gdy dajemy to z miłością (Tamże, s. 205).

W instytucji gdzie pracuję – Pracowni Rozwijania Twórczości Osób Niepełnosprawnych, obserwujemy, jak ogromne znacznie powinno przypisywać się otwartym  relacjom osobowym, warunkowanym upodobnieniem oraz akceptacji i atmosferze bezpieczeństwa. „Opiekun mówi – wspaniale, bardzo piękne – ciekawe, co dalej namalujesz”. Potem zabiera kartkę, opisuje ją: datą i imieniem dziecka i chowa na półkę. Daje następną kartkę. Dziecko jest zadowolone. Pochwalono je, może dalej próbować. Rodzice nie wiedzą, jak zareagować. Być może nie traktuje się ich poważnie. Ale coś się dzieje. Mogą się tu czuć bezpieczni ze swoim dzieckiem” ( A. Wojciechowski, 2008, s.17).

O tym, że twórcy podobni są niepełnosprawnym zmagającym się z twórczością mówi rzeźbiarka i oligofrenopedagog Anna Szary: Obserwując zmaganie się z życiem i pasją tworzenia, jestem pełna podziwu i pokory wobec szczerości, z jaką niepełnosprawni mówią o swoich słabościach. Ci ludzie mają przeświadczenie, że człowiek przyszedł na świat „niegotowy” i nieustannie musi siebie budować (A. Szary, 2004, s.11).

( fragment pochodzi z publikacji Barbary Jacek pt. Trzycalowy klucz- niepokoje terapeuty o wspólną przyszłość , w: Kosakowski Czesław, Krause Amadeusz, Wójcik Marta (red), Relacje i doświadczenia społeczne osób z niepełnosprawnością, Toruń 2009.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *