Czai się wszędzie, widać ją na każdym kroku. Opanowała cały glob, uzależniła od siebie miliony ludzi. Jest jak nikotyna dla palacza, jak telenowela dla kobiet, jak warzywa dla wegetarian. Pasuje do nas jak salsa do nachosów, jak mozzarella do pizzy, jak Strasburger do Familiady… długo można wymieniać. Nic tak jednak nie uszczęśliwia mężczyzn jak ona. Ma idealne kształty, jej skóra jest gładka i elastyczna. Waży niecałe pół kilo i zwykle ma 32 skórzane łatki – wow! Jej obwód (bo jest ona kulista) wynosi zaledwie 70 cm, a jej ciśnienie to około 1 atm – jeszcze większe wow!!! Na przełomie stuleci powstała masa piosenek, mówiono o niej chyba we wszystkich językach, pewnie i trochę wierszy napisano. Piłka, a w szczególności piłka do gry w piłkę nożną (bo o nią przecież chodzi), szczególnie teraz, jest na ustach milionów Europejczyków. Na stadionach mecz za meczem, w telewizji mecz za meczem, za blokami mecz za… Nie sposób się od niej uchronić, ominąć ją obojętnie, czy choćby spróbować… Nam też się nie udało. Choć przyznajemy się, że wcale się przed nią nie broniliśmy. Bo po co się bronić przed czym co przynosi same korzyści? Nie trzeba wspominać o aspekcie zdrowotnym grania w piłkę nożną, o jednoczeniu ludzi którzy kopią okrągłą „skórę”, czy emocjach jakie temu towarzyszą.

piłka nożna

Świętej pamięci Kazimierz Górski mawiał „piłka jest okrągła a bramki są dwie” Hmm… My w Pracowni niestety nie mogliśmy tak powiedzieć. Chciałoby się rzec: Piłek mamy wiele, bramki żadnej i trawy też nie… Ale przecież dla chcącego nic trudnego. Dlatego 28 maja tupnęliśmy nóżką i zebraliśmy się na pobliskim Orliku na nasz pierwszy, tegoroczny piłkarski trening. Powtórzyliśmy go tydzień później i po kolejnych 4 dniach wzięliśmy udział w turnieju piłkarskim. Szybko nam poszło – reprezentacja Polski 2 lata walczyła o wyjazd na Euro – nam wystarczyły niecałe 2 tygodnie 😉

Zebraliśmy silny, odpowiedzialny i waleczny skład. Bramkarzem został nasz przyjaciel Wojciech, kapitanem – Felek, naszym pracownianym „Robertem Lewandowskim” – drugi Wojtek. Niezawodnymi obrońcami zostali Sebastian i Marek. Zespół uzupełnił pan Tomasz i troszkę ja (Bartek). Wiedzieliśmy, że mając tak silny skład możemy pokonać każdego, zostać podziwianymi przez kibiców i że zaczną o nas śpiewać piosenki…

Data 7.06.2016 zostanie w naszej pamięci na długo. Właśnie wtedy pojechaliśmy na Integracyjny Turniej Piłki nożnej organizowany przez Warsztaty Terapii Zajęciowej Karczemka. Towarzyszył nam pan kierowca Krzysztof oraz najlepszy kibic, kierownik, motywator i fotograf – Basia. W turnieju brało udział aż 9 drużyn w tym także osoby w pełni sprawne. Byliśmy jednak dobrej myśli. Przed meczami dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się i żartowaliśmy. Z czasem, gdy nadeszła chwila pierwszego gwizdka naszego meczu, w powietrzu dawał wyczuć się zapach strachu, niepewności i dużej odpowiedzialności. Na domiar złego nasz najlepszy obrońca pan Tomek podczas rozgrzewki nabawił się kontuzji, niczym Maciej Rybus przed wyjazdem na Euro. Pan Tomek mimo bólu, zacisną zęby i pierwszy wbiegł na murawę. Za nim Felek i Wojtek. I już wtedy ogarnęła nas wielka pewność siebie, uczucie zgranej drużyny i walki o wspólny cel. Ku naszemu zdziwieniu okazało się że jesteśmy lepsi niż ktokolwiek by przypuszczał. Podczas pierwszego meczu nasz bramkarz (Wojtek) zbierał z boiska koniczynę i stokrotki. Bardzo się nudził – nie pozwoliliśmy by przeciwnik zbliżył się do bramki strzeżonej przez pana Wojtka. Za to Felek, Wojtek i reszta naszej paczki co chwila ostrzeliwała bramkę przeciwnika. A to słupek, a to poprzeczka, a to bramkarz… Ciągle coś stawało na drodze piłki do bramki. Czuliśmy moc, jakbyśmy byli Armstrongiem lecącym na księżyc albo Skłodowską odkrywającą Polon. Bliżej nam jednak było do strajkującej pielęgniarki – coś tam się udało ale nie do końca… Zapłaciliśmy tzw. frycowe i zremisowaliśmy 0-0. Czuliśmy niedosyt, biliśmy się w serce – przecież mieliśmy mnóstwo sytuacji do strzelenia goli. Ktoś powiedział „Mieliśmy za mało treningów”, ktoś przyznał rację „tylko dwa, a to mało”, ktoś jeszcze dodał „byliście świetni, zagraliście wspaniały mecz”.
Co?! Dziwne słowa, ale pomogły.

Znów pojawiła się wola walki, nadzieja i chęci do dalszej gry. Oczywiście, zmotywowała nas pani Basia. Wojtek zaczął już wyliczać ile bramek strzeli w następnym meczu, Felek go prześcigał, Marek śpiewał „Polska gola”, a Sebastian trenował strzelanie goli na bocznym boisku.

Przyszła kolej na drugi  mecz. Obliczyliśmy, że musimy go wygrać aby zagrać w finale. Niestety graliśmy z drużyną, która wygrała ten turniej w ubiegłym roku. Wiedzieliśmy wtedy, że musimy wspiąć się na wyżyny naszych możliwości aby zrealizować cel. Pana Tomka noga bolała coraz bardziej, ja padałem ze zmęczenia. Nadzieja była w Felku, Sebastianie, Marku i w Wojtkach.

Gwizdek, zaczynamy! Na razie poprawnie – szczelnie w obronie i szybko w ataku. Mijają minuty i wiemy, że musimy strzelić bramkę. Ryzykujemy, ruszamy do przodu – wóz albo przewóz. No i stało się! Ale nie to czego chcieliśmy. Jedna kontra przeciwników i nasz bramkarz był bez szans. Po stracie pierwszej bramki, nasza gra taktyczna rozsypała się. Przeciwnicy byli klasowi i do tego bezlitośni. Gwizdek i koniec naszych męczarni. Skończyło się 0-4. Nie zagramy w finale. Teraz powalczymy o miejsce 6 w serii rzutów karnych. Odświeżamy umysły i ruszamy – nasz bramkarz broni piłkę za piłką, a nasi strzelcy nie pozostawiają złudzeń.
Zdobyliśmy 6 miejsce. Mamy chociaż mały sukces sportowy, bo emocjonalny jest niemierzalnie wielki. Rozmów, wspomnień oraz planów na przyszłość jest bez końca. A co najważniejsze, nasza drużyna pragnie się rozwijać i poszerzać o grono nowych zawodników. Zaplanowaliśmy cotygodniowe treningi na Orliku i to, mam nadzieję, w coraz większym gronie.

Z Estadio Santiago Bernabéu – Bartosz Brzozowski

Przechwytywanie 2